wtorek, 18 marca 2014

33

Yay, nowy rozdzialik! To wszystko dzięki dwóm dziewczynom, które dzisiaj do mnie zadzwoniły i zmotywowały mnie do działania. (Tak właściwie to zagroziły Żyrafą -_-") Ale, ale! Gdyby nie Gupia i Brudna, nie byłoby tego oto 33 rozdziału c:  Postaram się (postaram, nie obiecuję, prawda? Każdy chyba rozumie tą różnicę, prawda?) jak najszybciej dodać nowy rozdział, bo coś czuję, że muszę wymyślić dalsze losy Matta i Ubera. Ups. Czyżby spojler? Niee, nie sądzę. Geez, ale ze mną jest coś nie tak. Przepraszam, rozpisałam się, nie czytajcie mnie, mam majaki, bo leżę w łóżku z gorączką 38,7 stopni. Nienawidzę być chora. Na dodatek dzisiaj miałam mieć aż trzy kartkówki. I to pod rząd. A wyszło na to, że będę musiała uganiać się za nauczycielami na dodatkowych lekcjach...
Dooobra, już nie zanudzam! Soraski i życzę miłej lektury.
Z dedykacją dla magicznej żyrafy :3

Rozdział 33

Obudziłem się następnego ranka będąc sam w sali. Na krześle obok łóżka leżał płaszcz pana Bibliotekarza, więc mężczyzna nie poszedł gdzieś daleko.
Zdołałem usiąść na łóżku, cały czas podpierając się rękoma. Zauważyłem, że mam na sobie tylko luźne spodnie od dresu. Byłem bez koszulki, a do piersi przyczepione miałem jakieś białe kółka z cienkimi kabelkami, które ciągnęły się do różnych aparatur koło łóżka. Pikały co chwilę, a to mnie bardzo denerwowało. Oderwałem to białe coś, a pikanie przemieniło się w długi pisk, który po chwili ustał. Wyjąłem wbitą igłę od kroplówki z żyły na przedramieniu i stanąłem gołymi stopami na zimnej ziemi. Z rany po igle spłynęła kropla krwi, ale zignorowałem to.
Chociaż kręciło mi się w głowie, wyszedłem ze swojej sali na jasny korytarz, gdzie przechadzali się inni pacjenci, a także pielęgniarki. Starałem się wyglądać na pewnego siebie, aby nikt nie skapnął się, że zamierzam uciec.
Przystanąłem na zakręcie korytarza i przycisnąłem policzek do przyjemnie zimnej ściany. Nagle usłyszałem głos Bibliotekarza i mojej matki. Rozmawiali o mnie. Parę razy wyłapałem swoje imię, ale szeptali między sobą, więc ogólnego sensu ich rozmowy nie rozumiałem. W pewnym momencie mnie dostrzegli.
- Matthiew! - wykrzyknęła moja matka.
Moja ręka ześlizgnęła się ze ściany. Poczułem jak spadam w dół, widziałem zbliżającą się podłogę, lecz na szczęście w ostatniej chwili złapał mnie Bibliotekarz, ratując mnie przed bliskim spotkaniem z szarym linoleum.
- Co ty tu robisz? - spytał z sapnięciem i wziął mnie na ręce. - Zwariowałeś?
Wtuliłem twarz w jego szarą koszulkę i nie odpowiedziałem. Zaniósł mnie do mojej sali, kładąc na szpitalnym łóżku i nakrywając cienką kołdrą. Po paru sekundach do pomieszczenia wpadła moja matka w asyście lekarza i pulchnej pielęgniarki. Kobieta ubrana w biały uniform rzuciła się w moim kierunku i zaczęła mnie na nowo podłączać do tych wszystkich aparatur i kroplówek. Nie znałem się na tym, więc nie rozróżniałem tych wszystkich rzeczy, które znajdowały się w tym pomieszczeniu.
- Chciałeś uciec, synu, czy jak? - spytał mnie lekko oburzony lekarz. - To szkodzi twojemu zdrowiu!
Nie odpowiedziałem. Jedynie gapiłem się w jego szare, zwykłe oczy, które mnie bacznie obserwowały. Nie miałem siły ani ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a na pewno już nie z lekarzem. Miałem ich wszystkich już po dziurki w nosie!
- Doktorze, co się dzieje z moim synem? Macie już wyniki badań, prawda? - zapytała moja przejęta matka.
- Owszem, są już wyniki - odparł doktor i przeniósł wzrok ze mnie na nią. (Tutaj, drodzy czytelnicy, piszę bzdury -_- Nie mam pojęcia, czy tak naprawdę przez zaburzenia pnia mózgu może coś takiego się stać. Miałam to jakoś sprawdzić w internecie, ale zawsze wychodziło na to, że robiłam co innego. Jeżeli kogoś to naprawdę urazi, proszę napisać w komentarzach, postaram się poprawić.) - Wygląda na to, że pani syn ma zaburzenia pracy pnia mózgu. Przez to jego serce, oddech i ciśnienie krwi nie są w normie i nie pracują tak jak powinny. Na szczęście jest to tylko lekkie zaburzenie. Jeżeli stan jego pnia mózgu się pogorszy, pani syn może nawet umrzeć.
- O mój Boże - wyszeptała moja matka. - Czy... czy można coś z tym zrobić?
- Owszem - odparł lekarz. - Możemy przeprowadzić odpowiednią operację. Jednak nie jest ona tania...
- Zapłacę każdą cenę za wyzdrowienie mojego dziecka.
- Dobrze. W takim razie proszę za mną, omówimy szczegóły.
Mężczyzna wyszedł razem z moją matką i pielęgniarką, która skończyła swoją pracę. W moim tymczasowym pokoju został tylko Bibliotekarz, który z nieodgadniętą miną przypatrywał się mi.
- Masz mętlik w głowie, prawda? - spytał cicho.
Zaskoczony zmarszczyłem brwi, ale skinąłem głową. Miałem mętlik. Zamiast mózgu miałem papkę. Pogubiłem się w swoim życiu. Nigdy nie było tak źle jak teraz. No chociaż. Czy ja wiem? A gwałt Davida? To było okropne.
- Nie wiem co mam myśleć - szepnąłem i - sam nie wiedząc czemu - opowiedziałem mu co się wydarzyło.
Bibliotekarz przez cały mój wywód słuchał mnie, patrząc mi prosto w oczy. Nie odwracał wzroku, nie robił zakłopotanej miny. On po prostu siedział przy moim łóżku i słuchał. Uświadomiłem sobie, że naprawdę o niebo lepiej się poczułem, gdy mu to wszystko powiedziałem. Jakby kamień spadł mi z serce. Po prostu brakowało mi wygadania się przed kimś.
- Przepraszam, że musiał pan tego wszystkiego słuchać.
- Nie, nie przepraszaj - powiedział. - Wszystko jest dobrze. Ja rozumiem jak się czujesz. Sam tak kiedyś miałem... Ale to zbyt długa historia, bym mógł ci ją opowiedzieć - dodał z uśmiechem. - Gdyby Lili się dowiedziała o czym my tu rozmawiamy, byłaby zazdrosna, nie sądzisz?
Uśmiechnąłem się lekko.
- Fakt. Ma pan absolutną rację.
- No widzisz - zaśmiał się. Po chwili spytał:
- Ulżyło ci, prawda?
- I to jak. Dziękuję. Ja...
Zanim skończyłem drzwi od sali się otworzyły. Stanął w nich Uber z zaniepokojoną miną.
- Dzień dobry, proszę pana - mruknął do Bibliotekarza.
- Och... W takim razie ja już będę się zbierał. - Bibliotekarz podniósł się z krzesła i założył płaszcz. Pogłaskał mnie po głowie, a ja uśmiechnąłem się kącikiem ust. Ten mężczyzna był aniołem. - Trzymaj się, Matt. Następnym razem przyjadę z Lili.
- Dobrze.
- Do widzenia, Uber - powiedział do mojego chłopaka i wyszedł. Gdy zamknęły się za nim drzwi, Uber usiadł na krześle schował twarz w dłonie.
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem... Gdy wybiegłeś tak nagle... miałem same straszne myśli - wyszeptał. - Bałem się, że zrobisz sobie krzywdę. Szukałem cię razem z Hintą. Potem zadzwoniła do niego twoja matka i powiedziała, że straciłeś przytomność... Co ty robiłeś u Davida w więzieniu?!
Podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Chciał ze mną porozmawiać.
- I ty się na to zgodziłeś? - syknął. - Po tym co ci zrobił?!
- Zrozumiałem co zrobiłem dopiero gdy się tam znalazłem. Pogadaliśmy. Nic strasznego...
- W takim razie dlaczego zemdlałeś, huh?!
Zacisnąłem zęby i wycedziłem:
- Porozmawiaj sobie z moim lekarzem.
Uber wstał gwałtownie z krzesła i zaczął krążyć po pomieszczeniu. Wyglądał na zdenerwowanego i zdesperowanego jednocześnie.
- Czemu ty mi to robisz? - spytał ostro, wymachując rękoma wokół siebie. - Dlaczego zachowujesz się jak małe dziecko?! Jesteś już niemal dorosły, Matt! Opamiętaj się, proszę. Ja zwariuję jeśli...
- W takim razie zerwijmy.
- Słucham?
- Zerwijmy - powtórzyłem głośno.
- C-co...? Co ty pieprzysz?! Niby dlaczego mamy ze sobą zerwać?!
- Skoro się męczysz w moim towarzystwie... Przeszkadza ci przecież moje zachowanie dziecka. Skoro jestem dla ciebie takim utrapieniem, zerwijmy.
- Matt... My dopiero co...
Popatrzyłem mu w jego zszokowane oczy i powtórzyłem:
- Zerwij ze mną. Inaczej będę cię cały czas ranił. Nie chcę być już tobą, Uber. To dla mnie za ciężkie - wyznałem. - Te wszystkie zagadki, zawiłości... Ja mam mętlik w głowie. Nie wiem co robić, co mam myśleć. Ja już nie daję rady, wiesz?
Westchnąłem ciężko i schowałem twarz w dłonie.
- Zastanawiam się, czy moje życie byłoby lepsze gdybym cię nie spotkał.
- Matt, proszę cię...
- Przepraszam, Uber. Naprawdę cię przepraszam - załkałem, a z oczu popłynęły mi łzy. - Tylko po prostu... ja już dłużej tak nie mogę. To dla mnie za trudne. Chcę być normalnym chłopakiem. Chcę mieć zwyczajną rodzinę, chłopaka. Przepraszam, Uber...
- Matt, ja cię błagam. Nie każ mi się zostawiać. Ja cię kocham!
Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że Uber jest bliski płaczu. Lecz nic nie mogłem na to poradzić.
- Proszę, nie utrudniaj tego wszystkiego. Odejdź, zostaw mnie - wyszeptałem drżąco. - Wiem jakim jestem śmieciem. Nie zasługuję na miłość. Ja po prostu jestem na to wszystko za słaby.
Wytarłem łzy i położyłem się na boku, zaciskając powieki. Słyszałem jak oddech Ubera przyśpiesza i staje się nieregularny. Uświadomiłem sobie, że on płacze. Nie chciałem patrzeć na jego łzy. Wiedziałem, że go raniłem. Ale inaczej nie potrafiłem. Musiałem go od siebie odsunąć, by już nigdy nikogo nie ranić, a także żeby nigdy nie być już ranionym.
Wyglądało na to, że jestem zwykłym skurwielem.
Uber wyszedł po pięciu minutach płaczu i patrzenia na mnie.
...
Przez kolejne pięć lat nie widziałem go ani razu na oczy.

sobota, 1 marca 2014

32

No i jest kolejny rozdzialik. Cieszycie się, cieszycie?

32

Za cholerę nie wiem dlaczego zgodziłem pojechać do więzienia, gdzie siedział David. Czy ja naprawdę aż tak miałem nawalone w głowie? A może po prostu był to wynik szoku, który spowodował mężczyzna, przedstawiając się jako adwokat mojego eks?
Sam już nie wiedziałem.
Celnik zaprowadził mnie do pomieszczenia z jednym rzędem ławek z szybami i krzesłami po oby stronach. Miejsca jak prosto w filmach. Nigdy nie byłem w więzieniu, więc wszystko tu była dla mnie całkowicie nowe.
Usiadłem na twardym krześle naprzeciwko czekającego na mnie już Davida. Chłopak wyglądał stosunkowo dobrze. Musieli go tu dobrze karmić, a on sam musiał trzymać się z głową uniesioną ku górze.
- Cześć, Matt - odezwał się jako pierwszy.
Westchnąłem cicho, czując jak coś pulsuje mi w głowie. Obiecałem sobie, że muszę iść do lekarza by się zbadać, bo to mogło być coś poważnego.
- Cześć, David. Czego chciałeś?
- Porozmawiać.
- Tyle to ja wiem - powiedziałem, patrząc na niego jak na kretyna. - Tylko o czym?
Przez chwilę gapił się na mnie bez słowa, z całkowicie nieodgadniętą miną. W tej chwili naprawdę chciałbym wiedzieć o czym David myśli. Zaoszczędziłoby mi to szoku, którego po jego słowach doznałem.
- Uber nie jest taki jaki uważasz.
Zmarszczyłem brwi i zacisnąłem palce na koszulce.
- O co ci chodzi? - spytałem, niemal warknąłem.
- Uber jest kompletnie inny. Nie dziwi cię to, że Hinta jest tak bardzo przeciwny waszemu związkowi?
Otworzyłem szeroko oczy, a on cicho przeklął, jakby właśnie palnął jakąś okropną głupotę.
- Skąd wiesz, że...
David wytarł dłonie w pomarańczowy strój więzienny - trzeba przyznać, że dobrze w nim wyglądał, to stwierdzenie aż mnie samego zaskoczyło - i nerwowo zerknął na stojących ochroniarzy przy ścianie.
- Hinta... Hinta mnie przedwczoraj odwiedził. Rozmawiałem z nim.
Byłem tak zszokowany, że nie potrafiłem się wyrazić. Po prostu się na niego gapiłem jak ułomny.
- Wypytywał mnie o Ubera, gdy chodziliśmy jeszcze do szkoły. Pytał mnie o ciebie, o to co się między nami wydarzyło. Był całkowicie spokojny w stosunku do mnie. Ale gdy mówił o Uberze, z jego oczu niemal sypały się iskry.
Zamrugałem, bo oczy zaczęły mnie piec.
- Wiem, że mi nie uwierzysz, ale muszę cię jakoś przekonać. Uber to skurwiel. Nie zdziwię się, jeśli chce się odgryźć na Hincie za to co on mu zrobił. Jeżeli chce zranić Hinte, wystarczy mu, że zrani ciebie, Matt.
- Nie wierzę ci... - wykrztusiłem. - Nie jest w stanie ci uwierzyć, szczególnie, że sam mnie oszukiwałeś, a potem zgwałciłeś. Wiesz, że śnisz mi się po nocach?
Chłopak drgnął, ale dalej patrzył mi prosto w oczy.
- Nie wiem co ja tu robię, czemu dałem się tutaj zaciągnąć, skoro boję się ciebie jak nigdy. Boję się nawet zasnąć, bo wiem, że odwiedzisz mnie w koszmarach. Popatrz na moje dłonie - pokazałem mu obandażowane ręce. - Miałem majaki. Widziałem cię w lustrze. Rozwaliłem je, bo nie chciałem cię widzieć nigdy więcej.
- Matt... - zaczął, lecz mu przerwałem.
- To już nie ma sensu. Wiem, że chcesz się zemścić za to, że tutaj siedzisz, za to, że rozwaliłem ci reputację. Ale ja ci nie uwierzę. Znam Ubera. On nie jest zdolny do takich kroków. On mnie kocha.
- Ja też mówiłem, że cię kocham! - syknął, a ja się wzdrygnąłem. - Też cię zapewniałem, że jesteś tym jedynym, że zawsze będę przy tobie. A teraz co? Aż tak mu ufasz?!
- Tak...
- To dlaczego on zniknął, gdy tylko dowiedział się, że Hinta jest twoim bratem? Gdyby cię kochał, zostałby i by z tobą porozmawiał, a nie uciekał do Colorado! I dlaczego wrócił akurat wtedy, kiedy dowiedział się, że sprawa się skończyła.
- On nie wiedział, kiedy była rozprawa - zacząłem go bronić. - Ja musiałem mu powiedzieć o wyniku.
David zaśmiał się szyderczo i oparł się nonszalancko plecami o zimne oparcie metalowego krzesła.
- I ty w to wierzysz? - prychnął. - On doskonale wiedział o tej rozprawie i jaki był jego wynik. Jego starsza siostra była jedną z przysięgłych i informowała go o każdym posunięciu sędziego.
- Niemożliwe... Odbiło ci! - wyszeptałem drżąco.
- Nie, Matt. To wszystko prawda.
- Nie! Niemożliwe! - krzyknąłem i zerwałem się z miejsca. - Kłamiesz! Zawsze kłamałeś! Nie wierzę ci, kłamco!
Zakręciło mi się nagle w głowie. Poczułem ogromny ból w dolnej części brzucha i u podstawy czaszki. Złapałem się krawędzi stolika, ale grawitacja była zbyt silna. Upadłem na ziemię, jak przez mgłę widząc podbiegających do mnie ochroniarzy, a także niewyraźnie słysząc wrzaski Davida, który wołał kogoś o pomoc, a także krzyczał moje imię. Zanim straciłem przytomność, usłyszałem jego przenikliwy wrzask:
- MATT! MATT!
***
O mój Boże...
Wszystko mnie bolało.
Nie mogłem ruszać żadnymi kończynami. Chciałem unieść lub chociaż przechylić głowę, ale za bardzo mnie bolało. Miałem wrażenie, że zaraz umrę.
A może...
Może to i lepiej, bo nie czułbym bólu...
Och, tak bardzo nie chcę czuć.
Błagam, Boże, zlituj się nade mną.
A jeżeli nie ty, chociaż niech Szatan wreszcie mnie do siebie zabierze, bo nie wierzę, by w Piekle mogłoby być gorzej niż teraz.
A może jestem w Piekle i dlatego mnie wszystko boli? Uch.. Ale dlaczego nie mogę się ruszać?
Wokół mnie była sama ciemność. Starałem się skupić na wyostrzeniu wzroku lub poruszeniu się, bo nie chciałem rozmyślać o Uberze, Hincie i wizycie u Davida. Nie wierzyłem w żadne jego słowo, ale... Po prostu już nie wiedziałem co myśleć. Co robić. To było zbyt trudne.
***
Nie wiem ile czasu minęło zanim zdołałem poruszyć palcami u rąk, a następne u nóg. W końcu uchyliłem powieki na tyle, by dostrzec przenikliwe białe światło i zarysy pomieszczenia, w którym się znajdowałem. Była to jedna ze sterylnych sal szpitalnych. Cholera. A więc znowu byłem w szpitalu. Miałem tylko nadzieję, że nic poważnego.
Przechyliłem głowę na bok, bo zauważyłem czyiś ruch.
- U... Ube...r? - wycharczałem przez zaciśnięte gardło.
- Przykro mi, ale nie jestem Uberem - odparł znajomy mi głos. - Jestem bibliotekarzem z twojej szkoły, Matt. Ubera tutaj nie ma. Lili poprosiła mnie, bym z tobą posiedział przez noc, podczas gdy ona zmyje głowę twojemu bratu i chłopakowi.
- N..noc?
- Tak, jest druga dwadzieścia.
- Przep... prze...praszam - wyszeptałem słabym głosem. Miałem wrażenie, że moje gardło to jeden wielki papier ścierny.
- Nie przepraszaj - odparł pan Bibliotekarz. - Lili mnie poprosiła, więc to robię. I tak nie miałem nic innego do roboty.
- Przepraszam...
- Powiedziałem, że nie musisz.
- Ale jednak... przepraszam.
- Och, Matt -westchnął i pogłaskał mnie po czole. - Zamknij oczy i się prześpij.
Skinąłem krótko głową. Potem przymknąłem oczy i oddałem się w ręce boga snu.

piątek, 28 lutego 2014

31

No, kolejny rozdzialik. Tak, wiem, krótki, nie czepiajcie się! Ja tu czasu nawet na naukę nie mam! AAAA! Gupia ;-; jaka złość? Czemu złość? (mina godna nieogarnięcia tego stanu) Magiczna żyrafa? Dajesz, zobaczymy jak sobie poradzi z moim Bambusowym Czołgiem c: Akuma B dałaś mi świetny pomysł, serio :) Może go wykorzystam, może nie... zobaczysz. I błagam, nie pisz Dużo weny życzę Tobie... z trzema kropeczkami na końcu, bo mnie to przeraża!!
Miłego czytania c:

Rozdział 31

- Matt, wiem, że tam jesteś! Złaź na dół w tej chwili!
- O cholera - jęknąłem i wstałem z łóżka, szukając swoich ciuchów. Wszystkie były rozrzucone po całym pokoju. Bokserki znalazłem na szafie.
- Matt, nie musisz wracać do domu, jeśli nie chcesz - powiedział Uber z poważną miną. Popatrzyłem na niego z przerażeniem w oczach, kurczowo trzymając koszulkę w zaciśniętych palcach.
- Hinta ostatnio zrobił się... niezrównoważony. Nie chcę by zrobił ci krzywdę - wyszeptałem cicho, starając się by mój głos się nie załamywał.
- Nic mi nie zrobi. Nie jestem już dzieckiem, które wykorzystywał. Będę o ciebie walczył, Matt. Jeśli widzę, że nie chcesz wracać do domu, nie pozwolę ci.
- Uber...
Chłopak złapał mnie za podbródek i pocałował w usta.
- Zostań tutaj. Nie wychodź z pokoju dopóki nie przyjdę.
Uber wyminął mnie i wyszedł ubrany zaledwie w dżinsy, bez koszulki i bielizny. Usłyszałem jak schodzi po schodach.
- Ty! - wrzasnął Hinta, gdy tylko zobaczył mojego chłopaka. Przycisnąłem ucho do drzwi, chcąc wszystko słyszeć. - Gdzie jest Matt?!
- Nie twoja sprawa - odparł grobowo Uber. - Wynoś się stąd, Hinta, bo nie ręczę za siebie. Tato, zabierz mamę do salonu, zajmę się tą sprawą.
- Uber...
- Tato, proszę. To sprawa między mną a nim! Tu chodzi o Matta. MOJEGO Matta, tato.
Po krótkiej chwili usłyszałem cichy odgłos zamykania drzwi. Potem Hinta zaczął gorączkowo wyzywać Ubera od gnoi i mend.
- Odbiło ci człowieku? - przerwał mu Uber. - Wynoś się stąd, kłamco. Tylko i wyłącznie ty możesz być nazywany zakłamanym szują.
- Nie waż się tak do mnie mówić, gówniarzu! Matt jest u ciebie w pokoju, prawda?
Usłyszałem krótką szarpaninę, a potem głośne łupnięcie. Wystraszony wbrew słowom Ubera wyszedłem z pokoju i przystanąłem na szczycie schodów. Z tego miejsca doskonale widziałem sytuację na dole.
Mój chłopak przyciskał gołym ramieniem Hintę za szyję do ściany. Obydwoje mieli wściekłe miny.
- Powiedziałem spieprzaj - wysyczał Uber. - Daj sobie na wstrzymanie i odwal się od Matta i mnie. On jest mój i tylko mój.
- Och, naprawdę? - wydyszał mój przyszywany brat. - Skoro jest dla ciebie taki ważny, to dlaczego go zostawiłeś, gdy najbardziej potrzebował wsparcia? Czemu nie było cię na rozprawie, huh? Nawet nie wiesz co on przeżywał, gnoju. Więc nawet nie pieprz mi tu, że to dla ciebie jest najważniejszy. To ja byłem przy nim przez cały ten czas. Zrujnowałem sobie całe życie w jeden dzień, by być przy nim... COŚ MI SIĘ W ZAMIAN NALEŻY, NIE?!
- NIE PROSIŁEM CIĘ O NIC TAKIEGO! - ryknąłem ze łzami w oczach.
Uber i Hinta popatrzyli na mnie zaskoczeni.
- SKORO BYŁEM DLA CIEBIE TAKIM UTRAPIENIEM, TO MOGŁEŚ MNIE ZOSTAWIĆ I WRÓCIĆ DO SIEBIE! NIE PROSIŁEM CIĘ O ŁASKĘ, HINTA! NIE MUSIAŁEŚ PRZY MNIE BYĆ, SKORO BYŁO TO DLA CIEBIE TAKIE TRUDNE!
Dyszałem ciężko, a moje policzki były dosłownie gorące z oburzenia i wstydu. I Uber i Hinta byli zszokowani moim wybuchem, sam nie wiedziałem który bardziej.
- PRZEPRASZAM, ŻE NIE MOGĘ MIEĆ NORMALNEGO ŻYCIA! PRZEPRASZAM, ŻE SIĘ URODZIŁEM! PRZEPRASZAM, ŻE DAŁEM SIĘ ZGWAŁCIĆ DAVIDOWI! PRZEPRASZAM, ŻE W OGÓLE, KURWA, TUTAJ JESTEM!
Wściekły zbiegłem na dół i wyminąłem dalej osłupiałych facetów. Przystanąłem przy drzwiach i z odrazą popatrzyłem na Hintę.
- Nienawidzę cię, bracie. Brzydzę się tobą.
- Matt...
- NIE ODZYWAJ SIĘ DO MNIE!!! NIGDY WIĘCEJ NIE CHCĘ CIĘ SŁYSZEĆ, ROZUMIESZ?!?
- Matt! - Tym razem moje imię krzyknął Uber, który puścił Hinte i wybiegł za mną z domu. - MATT, ZACZEKAJ!
Ale ja go nie słuchałem. Krew buzowała w moich żyłach, a w głowie pulsowało. Czułem okropny ból brzucha. Chciałem znaleźć się jak najdalej od tego miejsca.
Biegłem ile sił w nogach, sam nie wiedząc za bardzo gdzie. W pewnym momencie, gdy zabrakło mi sił i musiałem usiąść na krawężniku chodnika, uzmysłowiłem sobie, że przebiegłem naprawdę wielki kawał drogi. Pot spływał mi po plecach, a koszulka przykleiła mi się do skóry. Pomyślałem sobie, że chętnie bym się czegoś napił, ale nie miałem przy sobie pieniędzy. Popatrzyłem tęsknie na automat z zimnymi napojami i westchnąłem. Przymknąłem oczy i schowałem twarz w dłoniach.
- Napijesz się zimnej wody?
Uniosłem powieki i popatrzyłem w górę. Stał nade mną mężczyzna po czterdziestce z bokobrodami ubrany w drogi garnitur, w jednej ręce trzymając butelkę zimnej wody, a w drugiej skórzaną teczkę.
- Ja skądś pana znam... - mruknąłem.
- Tak, ja ciebie też. Jestem adwokatem Davida Vaeki. Mój klient chce się z tobą spotkać.

niedziela, 16 lutego 2014

030

Tak, wiem, krótki. Przepraszam ;-;

Rozdział 30

Dłonie Ubera dotykały mojego ciała z wielką delikatnością, jakby bał się, że może mnie złamać lub zranić. Zachowywał się tak, jakbym był lalką z porcelany, która przy każdym gwałtowniejszym ruchu może się rozsypać. 
Gdy Uber położył mnie na łóżko, on sam wstał i poszedł zamknąć drzwi na klucz. Dla pewności podłożył jeszcze drewniane krzesło. Następnie zasłonił szczelnie okna i zapalił lampkę nocną stojącą na szafce obok łóżka.
- Nie, zgaś - szepnąłem zawstydzony.
- Nie-e. Chcę cię widzieć - odparł z ciepłym uśmiechem. - Chcę widzieć ciebie całego.
Potem mnie rozebrał. Nie szybko, gwałtownie, lecz delikatnie, napawając się każdym nagim skrawkiem mojego ciała. Gdy ja leżałem na łóżku jedynie w bokserkach, on uklęknął nade mną i ściągnął swoją koszulkę. W duchu aż westchnąłem widząc jego smukłe, opalone ciało. Rzucił t-shirt na ziemię, a potem do niego dołączyły dżinsy, skarpetki i bokserki. 
Byłem cały czerwony na twarzy, patrząc jak nachyla się i całuje mnie po brzuchu. Moje mięśnie spięły się, a wnętrzności wykręciły. Stęknąłem cichutko, zaciskając dłonie na pościeli pachnącej Uberem.
Ja... ja byłem naprawdę szczęśliwy. Kochałem się z Uberem powoli i delikatnie. Z czułością. W pewnym momencie z moich oczu popłynęły nawet łzy. Nie łzy bólu czy rozpaczy, tylko słone łzy szczęścia i radości, że mogę być tu z Uberem, pomimo tylu przeciwności losu.
Po wszystkim leżeliśmy w swoich objęciach, obydwoje spoceni i poplamieni wzajemnymi płynami. Dalej czułem w sobie ciepło Ubera, co było przyjemne. Myślałem, że będzie mnie bardziej boleć po tym co zrobił mi David, lecz myliłem się. Nawet nie myślałem o swoim eks. Całą moją głowę zaprzątał Uber i przyjemność.
Nie liczył się nawet Hinta.
Wiedziałem, że jak wrócę do domu to mam przesrane. Podejrzewałem, że gdy odkryją moją nieobecność od razu przyjadą do domu Ubera. Ale jak na razie nic takiego się jeszcze nie wydarzyło. 
Miałem czas, by nacieszyć się Uberem i jego bliskością.
***
Gdy ocknąłem się po krótkiej drzemce, Uber leżał na boku i przyglądał mi się z lekkim uśmieszkiem na ustach. Zarumieniłem się lekko i złapałem za kołdrę, by nakryć nagie ciało.
- Zostaw - zaśmiał się Uber. - Chcę na ciebie popatrzeć. Jesteś piękny.
- Nie napatrzyłeś się wcześniej? - burknąłem.
- Och nie. Nigdy się nie napatrzę. Jestem zbyt wygłodniały.
Prychnąłem cicho pod nosem i położyłem się na brzuchu, chowając twarz w poduszkę. Po chwili poczułem jak Uber się porusza i palcami dotyka mojego lewego pośladka. Zadrżałem lekko, podczas gdy on kreślił niezidentyfikowane wzory na mojej skórze.
Pocałował mnie w krzyż, palcami sięgając gdzieś indziej, bardziej w moje intymne sfery. Złapałem go za rękę i ucałowałem go w palce.
- Jestem zmęczony - wyznałem przepraszającym tonem. - Ja po ostatnim razie z Davidem... rozumiesz, prawda? Przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam - zapewnił i pocałował mnie w krótkie włosy. - Marzyłem o tej chwili od bardzo dawna, więc po prostu nie potrafię się powstrzymać. Jesteś taki piękny, że aż mnie od środka skręca. Ale rozumiem. 
Pocałował mnie w usta  i nakrył kołdrą. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi domu Ubera. Zamarłem, bo podejrzewałem najgorszego. I miałem rację. Usłyszałem małą wrzawę na dole, a po chwili głośny krzyk Hinty:
- Matt, wiem, że tam jesteś! Złaź na dół w tej chwili!

sobota, 8 lutego 2014

029

Yay, jak dawno mnie tu nie było ;-; najmocniej wszystkich przepraszam, ale mam ostry zapierdziel w szkole i domu. Przyczyniła się także wena, a raczej jej brak. Jeszcze raz przepraszam i postaram się teraz dodawać szybciej nowe rozdzialiki ;)
I przepraszam, że to będzie takie krótkie, ale po prostu na dłuższe nie mam kompletnej weny ;-;


Rozdział 29

Nie mogłem zostać w tym domu. To było dla mnie zbyt ciężkie.
Drzwi były zamknięte, ale wciąż miałem okno. Mimo że do gleby miałem jakieś trzy-cztery metry, udało mi się zsunąć po rynnie bezpiecznie na dół, mimo obolałej ręki.
Idąc po jasnym chodniku, mijając innych ludzi, zastanawiałem się, czemu Hinta tak nagle się zmienił. Nie rozumiałem co w niego wstąpiło.
Cholera...
Szczerze powiedziawszy bałem się wrócić do domu. Nie chciałem zostać zamknięty przez Hintę i resztę rodziny. Jedyną osobą, do któej mogłem się zwrócić, był Uber. Tylko nie wiedziałem, czy zgodzi się mnie przyjąć. A także pod znakiem zapytania byłą jeszcze jego rodzina.
Przez blisko półgodziny chodziłem tam i powrotem na trzech metrach chodnika i głowiłem się, czy iść do Ubera, czy nie.
W końcu się zdecydowałem i poczłapałem do jego domu.
* * *
- Ułaaaa!!! Nie mogę uwierzyć, że Hinta taki się stał!!!
- No już, już spokojnie - uspokajał mnie Uber, głaszcząc po włosach. - Wszystko będzie dobrze.
Płakałem jak małe dziecko, tuląc się do szczupłego torsu  Ubera. Moje łzy wsiąkały w jego koszulkę, ale on nie zwracał na to uwagi. Tulił mnie do siebie jak małe dziecko, trzymając mnie na kolanach i plecami opierając się o swoje łóżko. Wiedziałem, że musiało mu być niewygodnie, siedząc na ziemi, ale on się naprawdę nie skarżył. Był taki uroczy...
- Nie płacz już, głowa zaczyna mnie boleć - westchnął Uber i pogłaskał mnie po policzku.
- Bu! ... Ale... ale Hinta mnie teraz nienawidzi...
- Raczej mnie, nie ciebie - odparł z grobową miną. - Pewnie teraz obmyśla plan wbicia mnie na pal...
Parsknąłem śmiechem, a łzy jeszcze bardziej potoczyły się po moich policzkach.
- Przepraszam! - zawołałem.
- Przecież nic się nie stało - westchnął po raz setny dzisiaj i nachylił się, by mnie pocałować.
Gdy nasze usta się złączyły, po moim ciele przeszedł miły prąd, który dotarł do moich najintymniejszych sfer. To było bardzo przyjemne, więc objąłem Ubera ramionami za szyję i pogłębiłem pocałunek, chcąc więcej. Chłopak wsunął jeden palec za pasek moich spodni, mocno mnie do siebie tuląc. W końcu po chwili oderwał mnie siłą od siebie, trzymając mnie za ręce. Obydwoje byliśmy mocno zarumienieni.
- Chyba nie powinniśmy... - wyszeptał.
- Ale nie mam nic przeciwko - odparłem lekko dysząc.
- Mogę nie być w stanie się powstrzymać przed czymś więcej niż pocałunkami...
- Nie mam nic przeciwko - powtórzyłem głośno.
Uber z miną niepewnego człowieka znów się do mnie nachylił i pocałował. Jego dłonie z niewyobrażalną delikatnością zaczęły błądzić po moim ciele i...

CDN

piątek, 27 grudnia 2013

028

- Byłem z Uberem.
Hinta popatrzył na mnie jakbym zdzielił go w twarz torebką pełną cegieł. Otworzył usta, ale po chwili je zamknął. Wstał raptownie z mojego łóżka i podszedł do mnie żwawym krokiem.
- Jak to z Uberem? - warknął ostro, a mi po plecach przebiegły ciarki.
- Wrócił z Colorado. Wczoraj się spotkaliśmy... Zostałem u niego w domu na noc - odparłem cicho.
Mój brat zacisnął szczęki. Jego policzki aż poczerwieniały ze złości. Zastanawiałem się, czemu tak bardzo rozzłościł go fakt, że byłem z moim chłopakiem. Chyba miałem do tego prawo, prawda?
- Po tym jak cię zostawił? - syknął w końcu Hinta. - Nawet nie był z tobą na rozprawie - rzucił i zaczął chodzić po pokoju. - Więc niby dlaczego tak nagle się z nim spotkałeś?
- Bo chciałem się z nim spotkać. Pamiętam jak było... I nie zapomnę, ale to przecież po części nasza wina!
- Nasza? - zdziwił się. - Niby dlaczego nasza?
- Moja wina, bo nie powiedziałem mu o tobie. Twoja natomiast dlatego, że mi nie powiedziałeś o nim, kłamco! - powiedziałem coraz bardziej wściekły. Mój brzuch zaczął boleć, to samo głowa. Miałem wrażenie, że w każdej chwili może mi wybuchnąć, a mózg rozbryznąć na ścianie pokoju.
- Ja kłamcą?! - ryknął Hinta, a ja aż podskoczyłem przestraszony. - Nigdy cię nie okłamałem! Po prostu nic nie mówiłem!
- Nie ma żadnej różnicy! - podniosłem głos. - To jest to samo co kłamstwo! Mogłeś mi powiedzieć, że jesteś gejem jak ja i na dodatek wykorzystywałeś chłopaka w moim wieku!
- Nie mogłem! Przecież mówiłem, że się wstydziłem.
- Co z tego, Hinta-nii? Przecież to bez sensu. Gdybym wiedział, nie byłoby tej całej sytuacji z Uber. I może też z ... Davidem.
- Och, więc to teraz moja wina? - syknął.
- Nie! Nic takiego  nie powiedziałem!
- Ale pewnie tak myślisz - prychnął. - Że twój bezużyteczny starszy brat cię okłamywał, oszukiwał i przez to David cię zgwałcił i niemal umarłeś.
Patrzyłem na niego bezradnie, nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć. Jego słowa całkowicie wmurowały mnie w ziemię.
Hinta gwałtownie podszedł do mnie i ścisnął za ramiona, a ja byłem pewien, że będę miał siniaki po jego mocnym i bolesnym uścisku.
- Nie musisz mi tego nawet mówić, bo widzę to w twoich oczach - warknął. - Tą pogardę, którą do mnie żywisz... Wiem o tym.
Patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w to, co on do mnie mówi. Czy on naprawdę myśli, że ja tak o nim sądzę? Czy on naprawdę wierzy w to co mówi?
- Hinta... przestań - szepnąłem. - Przecież wiesz, że to nie prawda...
- Ja już nie wiem co jest prawdą a co nie - prychnął. - Moje życie to gówno.
- Hinta! - wykrzyknąłem oburzony. - Nie mów takich rzeczy! ...
Zanim zdążyłem dodać coś jeszcze, mój przyszywany brat uderzył mnie w twarz. Potknąłem się w szoku i upadłem plecami na ziemię, ręką, która była złamana przez Davida, boleśnie uderzając w kant pobliskiej szafki. Przerażony wpatrywałem się w oczy wściekłego Hinty, przyciskając obolałą dłoń do piersi. Aniki nie wyglądał na skruszonego swoim zachowaniem.
- To ty lepiej nic już nie mów - warknął ostro. - Nigdy więcej nie spotkasz się z Uberem, jasne? Nigdy więcej!
  - Nie możesz! Nie możesz mi zabronić. Hinta! - wyszeptałem.
- Oczywiście, że mogę - syknął wściekły. - Nie pozwolę mu, aby cię skrzywdził!
Jego twarz nagle złagodniała. Kucnął obok mnie i pogłaskał czule po policzku.
- Nie chcę byś cierpiał. To dla twojego dobra. Rodzice już się zgodzili.
- Ale... ale na co się zgodzili?
Hinta bez słowa patrzył mi w oczy. Potem wstał z kucek i wyjął z kieszeni klucz.
- Zostaniesz tu w swoim pokoju dopóki nie znajdziemy ci jakiejś dobrej szkoły z internatem za granicą. Nigdzie nie wychodzisz. Jeszcze dzisiaj zabezpieczymy twoje okna. Przykro mi, Matt. Musisz mnie zrozumieć.
Następnie posłał mi spojrzenie pełne cierpienia i cicho westchnął. Potem wyszedł z mojego pokoju. Usłyszałem dźwięk przekręcanego kluczyka. Wstałem raptownie i podbiegłem do drzwi. Szarpnąłem za klamkę, lecz na nic.
- Hinta! Hinta, wypuść mnie! Aniki, onegai! - krzyczałem. - Aniki!
Waliłem pięściami w drzwi, ale mimo tego rabanu nikt nie przyszedł na górę, by mi otworzyć. Byłem całkowicie wstrząśnięty zachowaniem mojego brata. Dlaczego? Dlaczego zmienił się tak nagle o sto osiemdziesiąt stopni?!
Z płaczem siedziałem pod drzwiami, całkowicie wyczerpany. Zmęczyłem się krzyczeniem, ręce mnie bolały od uderzeń.
Dlaczego, Hinta-nii?
_____________________________________________
Gomene, że tak krótko, ale pisałam trochę pod presją (-_-") Następny rozdział będzie dłuższy (chyba)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

027

  Razem z Uberem siedzieliśmy na zimnym piasku i gapiliśmy się na niespokojne morze. Po tym pytaniu mojego chłopaka, w sprawie Davida, cichym głosem wszystko mu opowiedziałem. O wyroku i całej sprawie. Gdy skończyłem, Uber nie odezwał się ani słowem, tylko pustym wzrokiem gapił się na wodę. To trwało już dobre dziesięć minut.
  - Cholerny... gnojek... - wysyczał wreszcie i poderwał się raptownie z piasku.
  - E? - zdziwiłem się. - Uber? Co jest?
  Chłopak wyglądał jakby gołą ręką miał zamiar złamać jakieś drzewo, albo cokolwiek innego, byleby rozładować swój gniew.
  - Mam ochotę go zabić - wyznał mściwie. - Ugh!
  Znów usiadł, ale tak raptownie, że sypnął na mnie piaskiem, który niestety dostał mi się za bandaże. Skrzywiłem się, co on szybko zauważył i złapał mnie za dłonie.
  - Chodź, zmienimy ci opatrunki.
  Wstaliśmy i trzymając się za ręce poszliśmy do tego pobliskiego centrum handlowego, gdzie Uber znalazł aptekę. Kupił potrzebne rzeczy i zaprowadził nas do toalety, gdzie zamknął drzwi na klucz i przy umywalce zaczął delikatnie zdejmować bandaże z moich dłoni. Gdy zobaczył krew, skrzywił się lekko jakby to jego bolało a nie mnie.
  - To było na pewno lustro? - spytał cicho.
  - Nie jestem aż tak głupi, baka! - prychnąłem i kopnąłem go w piszczel. - Chociaż przyznaję, miałem ochotę się zabić... ale teraz już nie - wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się lekko.
  Odwzajemnił uśmiech i skończył zmieniać mi opatrunki. Rany na dłoniach lekko mnie piekły, ale nie zwracałem na to uwagi.
  - Wracasz co Colorado? - spytałem, gdy szliśmy pomiędzy sklepami.
  - Nie. Zostaję tutaj. Nie mam powodu do ucieczki.
  - Och, czyli uciekałeś przede mną. To zacnie, milordzie - prychnąłem i wydąłem usta obrażony.
  - Ej!
  Odwróciłem się od niego i założyłem ręce na piersi. Parsknął śmiechem i objął mnie ramieniem, cmokając w tył głowy przez czapkę.
  - Nie bądź zły.... Przeprosiłem. Matt...
  No dobra. Stwierdzam, że nie mogę się na niego długo wkurzać. Za bardzo go kochałem. Za bardzo za nim tęskniłem. Za bardzo go uwielbiałem.
  Uśmiechnąłem się do niego i wzruszyłem ramionami, łapiąc go za rękę.
  - Pójdziemy gdzieś? - zaproponowałem.
  - Nie chcesz wracać do domu? Jest późno - zauważył.
  Pokręciłem głową.
  - Jeśli już, to tylko do ciebie.
  Przez długi czas patrzył mi tylko w oczy. W końcu jeden kącik jego ust uniósł się ku górze i z uśmiechem odparł:
  - Dobra, jeśli chcesz.
***
  - Wow. Masz fajny pokój! - powiedziałem z podziwem.
  - Normalny - parsknął śmiechem.
  Jeszcze raz przesunąłem wzrokiem po nowoczesnej plazmie, najnowszej generacji DVD, laptopie, odtwarzaczu i innych takich, które musiały być cholernie drogie. Usiadłem na wygodnym łóżku z narzutą w paski i uśmiechnąłem się do Ubera.
  - Więc co chcesz robić? - spytał.
  - Um... Nie wiem. Wymyśl coś - odparłem ze śmiechem.
  Więc skończyło się na tym, że leżeliśmy na jego łóżku i trzęśliśmy się ze śmiechu oglądając komedię American Pie. Może ten film i był dla facetów, był zboczony i głupi, ale jednak mnie śmieszył. Wszystkie części. Ubera najwyraźniej także.
  Po obejrzeniu pięciu  filmów na raz, sam nie wiem kiedy ale zasnąłem. Po prostu w jednej chwili się śmiałem, a już w drugiej ogarnęła mnie ciemność, w której byłem tylko ja. Uwielbiałem sen. Ale taki bez koszmarów. Niestety, dzisiaj do mojej podświadomości także wkradł się David.
  Zerwałem się z łóżka do pozycji siedzącej. Byłem sam z Uberem, który także siedział, tyle że ze zmartwioną miną i wpatrywał się we mnie uważnie. W pokoju było ciemno i cicho.
  - To tylko sen, Matt. Zwykły koszmar - powiedział zaniepokojony, gładząc mnie po ramieniu.
  - Wiem - szepnąłem drżąco. - I wiem te, że czasem sen jest najgorszą rzeczą, jaka może spotkać człowieka.
***
  Z samego rana następnego dnia, wstałem i cichaczem zostałem wyprowadzony z domu Ubera. Wyglądało to tak, jakby chłopak świetnie się bawił, abyśmy nie zostali przyłapani przez jego rodziców. Na końcu cmoknął mnie w nos i z uśmiechem pożegnał. Autobusem wróciłem do domu, zastanawiając się, czy zauważyli, że nie było mnie w domu.
  Taaa. Tak, zauważyli...
  - Matthiew! - wykrzyknęła moja matka i złapała mnie w ramiona, mocno do siebie tuląc.
  - Gdzie byłeś?! - spytał wściekł ojciec. - Od zmysłów odchodziliśmy z twoją matką i siostrą!
  - Gomene... To znaczy przepraszam. Musiałem pobyć trochę sam - skłamałem. - Nic mi nie jest. Przepraszam, że was zamartwiałem...
  Ojciec westchnął głęboko i powiedział, bym poszedł do pokoju odpocząć, a zaraz ktoś przyniesie mi jedzenie. Podziękowałem i szybko czmychnąłem na górę. Alleluja, nie zadawali zbędnych pytań.
  Wszedłem do pokoju i stanąłem. Na moim łóżku siedział naprawdę wściekł Hinta. Zamknąłem za sobą drzwi.
  - Gdzie byłeś? - spytał cicho.
  - Nigdzie...
  - Gdzie byłeś, do cholery?! - wrzasnął.

sobota, 23 listopada 2013

026


                - Matt, jesteś tam?
                Odkąd usłyszałem głos Ubera, nie poruszyłem się nawet na milimetr. Po prostu siedziałem sparaliżowany, nie mogąc uwierzyć, że on do mnie zadzwonił.
                - Matt?
                - Je-jestem - wyszeptałem. - Nie rozłączyłem się...
                - To... to dobrze, bo chcę z tobą porozmawiać - wytłumaczył dziwnym tonem.
                - Więc słucham.
                Naprawdę byłem ciekaw, z jakiego powodu Uber specjalnie do mnie zadzwonił. Mam coś jego i chciał to z powrotem? Jezu, jak ja tęskniłem za jego głosem... Ogólnie za nim całym. Chciałem go przytulić, pocałować...
                Ale on mnie zostawił, gdy dowiedział się kim jest dla mnie Hinta. Wściekł się i wyjechał bez słowa. Zachował się jak dupek, ale miał ku temu swoje powodu. Nie musiałem go okłamywać, tak? Ale... mimo to, mógł przynajmniej zostać i powiedzieć mi prosto w oczy, że mnie nienawidzi.
                Nagle uzmysłowiłem sobie, że Uber mówił do mnie już od jakiegoś czasu, ale ja kompletnie go nie słuchałem.
                - Em... Czy... czy mógłbyś powtórzyć? - spytałem speszony.
                - Mówiłem, że wróciłem z Colorado na jakiś czas i chcę się z tobą spotkać. Bo to nie jest rozmowa na telefon. Chcę się zobaczyć w cztery oczy - powtórzył zniecierpliwiony,
                Zaniemówiłem na chwilę.
                - Chcesz... chcesz się spotkać? Ze mną? - szepnąłem.
                - Nie, ze Świętym Mikołajem - warknął Uber, ale po chwili się zreflektował. - To znaczy... przepraszam. Po prostu to dla mnie trudne. Czy możemy się spotkać? Jutro.
                - Ha-hai. T-tak. Gdzie i o której? - chrząknąłem.
                - Na plaży, koło Cytry Bar, o dziewiętnastej. Pasuje ci?
                - Tak. Jak najbardziej.
                Zanim zdążyłem coś jeszcze powiedzieć, Uber po prostu się rozłączył. Gapiłem się oniemiały na telefon w zabandażowanej ręce, nie wierząc, że to może być prawda. On chciał się ze mną spotkać? JUTRO?
                Tylko czemu? Po co wrócił z Colorado? O czym chciał pogadać? Co było tak ważne? Ja? ... Hm... Nie, nie sądzę.
***
                Oczywiście nikomu nie powiedziałem, że zamierzam spotkać się z Uberem. Nikt nie musiał o tym wiedzieć. To była... zbędna informacja.
                Hinta dalej nie odzywał się do mnie i unikał mojej osoby. Zresztą, nie dziwiłem mu się, bo po tym co mu powiedziałem, miał prawo się gniewać. Każdy byłby zły. Ja także. Złość jest rzeczą ludzką...
                Przez cały dzień byłem podenerwowany i niepewny. Zastanawiałem się nawet, czy Uber nie robił sobie żartów. Może chciał mnie po prostu zdenerwować? Ośmieszyć?
                W końcu pół godziny przed spotkaniem ubrałem się w dżinsy, czarną koszulkę i szarą bluzę oraz ciemne trampki. Zmieniłem opatrunek na obolałych rękach. Na szczęście unikałem spotkań z rodzicami, więc nie widzieli bandaży. Nie chciałem cholernych pytań.
                Wymknąłem się z domu. Nie spotkałem nikogo po drodze, więc nie wiedzieli, że wyszedłem. Do miejsca spotkania miałem stosunkowo blisko, więc przeszedłem się na piechotę. Na głowie miałem czarną czapkę z daszkiem, dzięki czemu słońce nie raziło mnie w oczy. Miałem bardzo krótkie włosy, co wprawiało mnie w obrzydzenie, więc niemal ciągle siedziałem w jakiejś czapce, by nie móc patrzeć na swoje "łyse" oblicze. Zastanawiałem się, co powie na mój widok Uber.
                Chłopak czekał już na miejscu. Siedział przy małym stoliku koło okna i trzymał w dłoniach szklankę z colą. Wziąłem głęboki oddech i niepewnym krokiem ruszyłem w jego kierunku. Zauważyłem, że niemal w ogóle się nie zmienił. Jedynie schudł, a jego włosy były jeszcze dłuższe, związane w kitkę. Miał na sobie czarne szorty i biały podkoszulek z krótkim rękawkiem.
                Podniósł wzrok i napotkał moje spojrzenie. Zacisnął zęby i lekko się uśmiechnął. Bez słowa usiadłem przed nim i przygryzłem wargę, chowając dłonie do kieszeni bluzy.
                - Wię... Więc chciałeś porozmawiać, tak? - spytałem drżącym głosem. - O czym?
                Uber wziął głęboki oddech i nerwowo zaczął obracać szklankę z colą w dłoniach.
                - O tym... co się stało. O nas... O Hincie - szepnął.
                - O Hincie? - zdziwiłem się. - Przecież już wiesz o nim wszystko. Byliście razem. Przy naszym ostatnim spotkaniu... dowiedziałeś się.
                Pokręcił gwałtownie głową.
                - Po prostu... chcę wiedzieć czemu. Czemu ukrywałeś przede mną to, że on jest twoim bratem? Bo nie rozumiem.
                - Bo cię kochałem - odpowiedziałem bez zastanowienia. - Na początku po prostu chciałem się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, bo przecież byłeś z nim na zdjęciu... Ale potem nic nie mówiłem, bo po prostu się w tobie zakochałem.
                Patrzyliśmy sobie w oczy przez dłuższą chwilę. Widziałem, że Uber walczy z samym sobą.
                - Przepraszam, że nic nie powiedziałem - powiedziałem. - Bałem się, że jak się dowiesz, to będziesz chciał się z nim spotkać i być z nim. Nie chciałem cię stracić.
                Znów zacisnął szczęki, ale także i dłonie.
                - Wiem, że to samolubne... Przepraszam.
                - Nie przepraszaj... chciałeś mnie. Rozumiem. Masz rację... pewnie gdybyś mi wtedy powiedział, że znasz Hinte, zapewne chciałbym z nim znowu być. Teraz jest mi obojętny. Nie obchodzi mnie. Ja...
                Wziął ponownie głęboki oddech i popatrzył mi prosto w oczy.
                - Ja cię kocham, Matt. Naprawdę.
                Moje serce zabiło mocniej. Miałem wrażenie, że w każdej chwili może przebić żebra i wyskoczyć mi z piersi. Te słowa z ust Ubera były dla mnie... cudownym dźwiękiem. Wpatrywałem się w jego usta, które dopiero co to powiedziały i nie potrafiłem uwierzyć.
                - Mówisz... serio? Naprawdę mnie kochasz? - wyszeptałem.
                Pokiwał wolno głową.
                - Tak. Wiesz... śnisz mi się po nocach. Mam okropne wyrzuty sumienia, że zostawiłem cię w takim momencie i wyjechałem do Colorado. Przepraszam. Po prostu musiałem to wszystko sobie przemyśleć. Stchórzyłem, wiem... Jestem okropnym gnojem, przepraszam.
                Wow, wow, wow.
                I jeszcze raz wow.          
                Uber mnie kocha. Wyznał mi miłość. Jezu, mam ochotę skakać i krzyczeć ze szczęścia. W każdej chwili mogłem się też rozpłakać, to było możliwe. Ale całkowicie ze szczęścia. To było… cudowne.
                - Nie jesteś już na mnie zły? – spytałem niepewnie.
                - Już nie – przyznał z lekkim uśmiechem. – Wtedy, gdy się dowiedziałem, oczywiście, że byłem. Ale teraz… nie. Nie mogę być na ciebie zły. Bo mnie to aż boli.
                 Przez naprawdę długi czas bez słowa patrzyliśmy na siebie nawzajem. Teraz słowa były zbędne. Wiedzieliśmy, co każdy chciał sobie powiedzieć. To był taki... miedzy umysłowy kontakt. Trochę głupie... Ale szczere.
                 - Przejdźmy się po plaży - zaproponowałem w końcu. - Pogadajmy na osobności.
                 Pokiwał głową i wstał. Ramię w ramię ruszyliśmy na plażę. Na piasku zdjąłem buty, on także. Szliśmy boso. Nagle Uber złapał mnie za obandażowaną dłoń.
                 - Co ci się stało? - spytał zdziwiony.
                 - Nic takiego - wzruszyłem ramionami i delikatnie wyrwałem swoją rękę. - Rozwaliłem lustro u siebie w łazience.
                 Przyglądał mi się bacznie.
                 - Naprawdę - zapewniłem. - Nie zrobiłem nic głupiego. Nie pociąłem sobie nadgarstki z powodu Davida. Jest okej.
                 - Właśnie - powiedział nagle. - Co z Davidem? Jaki ma wyrok?
________________________________________________________
Mam nadzieję, że się podoba. Aktualnie jestem zajęta pisaniem pięciu opowiadań na raz, z czego tak jakby "podwójnie", więc nie wiem jakim cudem ja się wyrabiam w szkole, chociaż wczoraj dostałam oceny i nie są takie złe. Normalnie cud! Jeżeli rozdział się nie podobał, pisać szczerze!

niedziela, 17 listopada 2013

025

Dziękuję za cierpliwość i miłe słowa. Anka, ty *piip* a ostatnio mówiłaś, że nie lubisz moich opowiadań -_- Nie ogarniam twojego stanu. Rozdział z dedykacją dla Gupiej i Brudnej, a także Yuumi-chan :)
Ps. I sorki, że tak krótko.

Rozdział 25

Rozprawa była kontynuowana. Tym razem było o wiele spokojniej, bo David mnie ani razu nie sprowokował. Żadnym spojrzeniem ani nic. Po prostu ignorował mnie tak samo jak ja jego. Chyba znudziło mu się widok mojego przerażenia w oczach. Alleluja.
Oh, wrócił mi czarny humor.
Jeden krok do powrotu do starego życia...
Po wszystkim, rada i sędzia zastanawiali się naprawdę krótko, co mnie ostro zdziwiło. Nie tylko mnie, bo także moich bliskich. Nawet prokurator był zaskoczony.
- Niniejszym po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw oskarżony David Vaeka jest uznany za winnego - powiedział ciemnoskóry sędzia.
Uśmiechnąłem się szeroko, a za mną Hinta i Lili przybili razem piątki z głośnym okrzykiem radości. Nawet ojciec zaczął się wesoło śmiać.
- Z racji swojego młodego wieku winny zostaje skazany na pół roku więzienia o zaostrzonym rygorze w Miami, a także dwieście dni prac społecznych po swoim wyjściu.
Zamarłem.
Czy to były żarty?
David został skazany TYLKO na pół roku?! To nie mogła być prawda. Prokurator zapewniał mnie, że dostanie przynajmniej pięć lat! Więc czemu tak krótko?!
Czy...
Przerażony popatrzyłem na Davida. Uśmiechał się złośliwie. Też na mnie popatrzył i potarł palce w geście, który miał oznaczać kasę. Pieprzony sukinsyn... Zapłacił sędziemu! Jego ojciec przekupił sędziego, żeby ten wydał tak łagodny wyrok kary! Pół roku to było nic! David z uśmiechem odsiedzi swoje i wyjdzie na wolność. Ten czas przecież nie wpłynie na jego życie.
Jezu... Czemu, do cholery...?
- Zamykam rozprawę, do widzenia - mruknął mężczyzna i szybkim krokiem z teczkami pod pachą wyszedł z sali rozpraw.
- Co?! Nie, proszę poczekać! Ten wyrok jest zły! - wrzasnęła wściekła Lili. - Ale z pana oszust!
***
Nie odezwałem się ani słowem w drodze do domu. Hinta i rodzice byli tym mocno zmartwieni, ale wreszcie na schodach do swojego pokoju nie wytrzymałem i wydarłem się na nich, by w końcu dali mi święty spokój i się odwalili, bo mam ich dość. Stali osłupiali, a ja pobiegłem do sypialni. Zamknąłem się na klucz i położyłem na łóżku. Byłem zbyt zmęczony nawet na płacz.
Byłem pewny, że David i tak wyjdzie o wiele wcześniej niż pół roku. Jego ojciec był przecież wcześniej znanym komendantem policji. Miał znajomości. Dla niego wyciągnięcie syna z paki będzie bardzo łatwe. A wtedy David przyjdzie do mnie dokończyć to co zaczął.
Gdy zasnąłem, śniłem właśnie o tym.
Siedziałem sam w domu, bo rodzice wyjechali na urlop. Ktoś zadzwonił do drzwi, więc poszedłem otworzyć. Zobaczyłem uśmiechniętego Davida, który bez słowa wbił do środka i przystawił mnie do ściany. Zaczął brutalnie zdzierać ze mnie ciuchy, boleśnie wykręcając tą samą rękę, która złamał mi wcześniej. Leżałem zapłakany na zimnej posadzce w holu domu, czując na sobie i w sobie ciało Davida. Znów czułem ten sam ból, to samo upokorzenie. Znów uświadomiłem sobie, że wolałbym umrzeć niż żyć, bo śmierć byłaby o wiele łatwiejsza od życia z takimi wspomnieniami.
To było dla mnie za dużo.
Ocknąłem się późnym wieczorem, w ciemnym pokoju. Spanikowałem, bo miałem wrażenie, że widzę Davida. Chwiejąc się i zrzucając z szafek ozdobne figurki pobiegłem do swojej łazienki. Zapaliłem światło, ale jedyne co zobaczyłem w odbiciu lustra to twarz Davida. Wrzasnąłem wystraszony i uderzyłem. Ostre odłamki lustra z hukiem rozbiły się o ziemię.
Straciłem równowagę i upadłem, rękoma opierając się o podłogę. Szkło wbiło mi się w skórę, ale ja tego nie czułem, tylko jedynie widziałem krew, która zaczęła skapywać na białe kafelki.
Dyszałem ciężko, zaskoczony patrząc na zakrwawione dłonie. Uświadomiłem sobie, że Davida już nie ma. Nie ma go przy mnie, nie czuję go w sobie i ogólnie jest daleko ode mnie. Nie jest już zdolny do zrobienia mi krzywdy.
- Matt?! Coś się stało? Matt!
Drzwi od pokoju miałem zamknięte na klucz, więc dobijający się Hinta nie mógł dostać się do środka. Jeszcze raz omiotłem spojrzeniem zranione dłonie i krew na podłodze. Spanikowałem, podniosłem się, starając się wydobyć z ran odłami szkła. Zabolało, więc krzyknąłem. Zaskoczony zamarłem.
- Matt, do cholery! Otwórz te pieprzone drzwi! - wrzasnął Hinta po japońsku. - Matt!
Starałem się odkręcić wodę w kranie, ale jedynie do czego doszedłem to zakrwawienie stalowej gałki. W oczach piekły mnie łzy bólu.
- Matt, bo wyważę je! Kurwa, Matt! Co jest?!
Zacząłem płakać. Nie wiem czemu. Po prostu, nagle z oczy zaczęły spływać mi łzy. Usiadłem zapłakany na ziemi koło krwawych plam, dłonie opierając o drżące kolana. Hinta jeszcze parę razy ostrzegł mnie, że wyważy drzwi, aż faktycznie z okropnym łomotem to zrobił. Wpadł zaniepokojony do mojego pokoju i popatrzył w kierunku łazienki.
- Jezu, Matt! - krzyknął przerażony i podbiegł do mnie. - O matko...
Złapał pobliski ręcznik. Podłożył mi go pod ociekające krwią ręce, a potem podniósł do pozycji stojącej. Włożył mi dłonie pod zimną wodę, która od razu ze styknięciem z moją skórą zabarwiła się na czerwono.
- Co ci odwaliło? - szeptał wściekły Hinta. - Oszalałeś czy co? Coś ty zrobił?!
Delikatnie zaczął mi wyjmować większe kawałki szkła z ran.
- Przepraszam - wyszeptałem z płaczem. - Przepraszam, że jestem takim wielkim kłopotem... To wszystko moja wina... Przepraszam, Hinta...
- Co? - zdziwił się mój brat. - O czym ty mówisz? Za nic nie przepraszaj! Chyba zwariowałeś tak myśląc, Matt! - skarcił mnie.
Wybuchnąłem drżącym śmiechem. Stałem tak zapłakany, śmiejąc się histerycznie.
- Tak, masz rację! - wykrztusiłem. - Zwariowałem! Zwariowałem i mam dość. Najlepiej by było, gdybym umarł. Przyznaj, pewnie też tak sądzisz...
Hinta zamiast mi odpowiedzieć zamachnął się i mocno spoliczkował. Popatrzyłem na niego zaskoczony z piękącym prawym policzkiem.
Mój brat wyglądał na wściekłego jak nigdy. Furia dosłownie od niego biła.
- Nigdy nie waż się tak mówić! - warknął. - Nigdy! Zrozumiałeś?!
Skinąłem lekko głową, a Hinta z wściekłymi wypiekami na twarzy wrócił do czyszczenia ze szkła moich rąk. Gdy usunął ostatnie kawałki lustra, zdezynfekował rany wodą utlenioną i zabandażował. Krzywiłem się lekko przy każdym jego działaniu, ale to była moja kara.
Hinta bez słowa zaczął zmywać podłogę z krwi, a potem z twardą miną wyszedł z mojego pokoju, zamykając drzwi z rozwalonym zamkiem. Był na mnie wściekły. Chyba go rozumiałem. Nie potrzebnie mówiłem takie rzeczy. To była moja wina.
Siedziałem na swoim łóżku w oświetlonym pokoju, gapiąc się na obandażowane dłonie. Szczerze to bałem się teraz zasnąć. Nie chciałem ujrzeć twarzy Davida w snach. Bałem się. Po prostu byłem zbyt przerażony.
Ostrożnie przebrałem się w dresowe spodnie i za dużą bluzę. Usiadłem przed swoim komputerem na biurku i włączyłem go. Odpaliłem wyszukiwarkę i zacząłem przeglądać strony z opowiadaniami. Przeczytałem paronasto rozdziałową historię o dziewczynie zakochanej w swoim najlepszym przyjacielu i kolejne opowiadanie o parze gejów, dość długie, by zająć mi dobre parę godzin nocy.
Gdy następnego dnia zszedłem na dół do kuchni, gdzie kszątała się nasza kucharka i sprzątaczka, wyglądałem jak zombie. Pani Mariette od razu zaczęła mówić coś po Hiszpańsku, wymachując hohlą i wyciągając z lodówki różne składniki, z których zrobiła mi śniadanie. Pani Judyth natomiast zmartwiła się widząc moje dłonie i wory pod oczami, ale zbyłem ją.
Około godziny dziewiątej do kuchni wszedł Hinta, który na mój widok zacisnął jedynie zęby i przywitał się z panią Mariettą. Dalej był na mnie zły. Spóściłem wzrok na swoje zabandażowane dłonie i zabrałem jedzenie do swojego pokoju. Zjadłem do końca i znów usiadłem przed komputerem.
- Paniczu - pani Judyth zapukała do moich drzwi. - Telefon do panicza.
- Wejdź - westchnąłem. Dzwoniła pewnie Lili, by zapytać jak się czuję. Ostatnio zrobiła się w stosunku do mnie strasznie opiekuńcza.
Kobieta podała mi słuchawkę telefonu i wycofała się z pokoju.
- Moshi Moshi? - powiedziałem.

- Cześć, Matt. To ja, Uber.

piątek, 8 listopada 2013

024

Rozdział 24

- Oskarżyciel, Matt Hiteku, proszę wstać.
Posłusznie wstałem, chociaż nogi miałem jak z waty. Trzęsłem się na samą myśl, by zeznawać przeciwko Davidowi. To było dla mnie tak strasznie... upokarzające.
- Proszę opowiedzieć o dniu, w którym zostałeś zmuszony do współżycia seksualnego przez oskarżonego - poprosił mnie sąd.
Zagryzłem wargę i odetchnąłem drżąco. Z tyłu Hinta szepnął, abym był spokojny i mówił. Tak też zrobiłem, chociaż mój mózg wzbraniał się od tego. Zbierało mi się na wymioty, gdy opowiadałem o tamtym dniu i nocy. Szczególnie, że David uśmiechał się kpiąco i parskał co chwilę. Irytował mnie. Denerwował.
A także mocno przerażał.
- Dziękuję, możesz  usiąść - powiedział sędzia, zapisując sobie coś. - Teraz swoje zeznanie złoży oskarżony. Proszę wstać.
David arogancko podniósł się z krzesła. Patrzył na sędzie wyzywająco, dalej kpiąco uśmiechnięty.
- Proszę opowiedzieć o tym samym dniu, co poszkodowany.
- Poszkodowany? - parsknął chłopak. - Ten gnojek sam się o to prosił.
Zacisnąłem dłonie  w pięści, wbijając wzrok w swoje kolana. Nie. Nie dam się mu sprowokować. Nie tym razem.
Nigdy więcej.
- Sam mnie zwodził. Matt zachowywał się w stosunku do mnie kokieteryjnie, jeśli tak to można nazwać. Robił wszystko specjalnie, byleby mnie sprowokować - zapewniał David, ciągle na mnie patrząc.
Usłyszałem jak Szurnięta Lili wciąga powietrze z sykiem, a mój ojciec cicho przeklina. Moja siostra natomiast przysięgała, że zabije Davida.
- Jeśli ktoś ma być tutaj poszkodowany, to tylko ja. Pewnie od samego początku obmyślał plan ze swoim kochasiem, by mnie zniszczyć - powiedział do sędziego z przekonaniem. - Obydwoje wiedzieli, że mój ojciec to wysoko postawiona osoba, więc jeżeli udupią jego syna, on straci wiarygodność i szacunek.
Miałem ochotę płakać. Czy on mówił serio? Czemu on musi być takim zakłamanym gnojem? Zgwałcił mnie, a teraz udaje zasrane niewiniątko. A po minach przysięgłych i sędziego, wnioskowałem, że są bardziej przychylni jego zeznaniom.
Błagam, nie...
- Matt Hiteku to fałszywa menda, wysoki sądzie - powiedział David.
- Proszę bez takich odnoszeń! - fuknął sędzia. - To jest sala rozpraw, nie jakiś bar!
- Tak, przepraszam - rzekł, udając skruszonego. - Tylko to przez te nerwy. Zdenerwowanie faktem, że jestem oskarżony o coś, czego nie zrobiłem.
- Nie zrobiłeś?! - wrzasnęła Lili na całą salę. - Sam się przed chwilą do tego przyznałeś, kapciu!
- Proszę o ciszę! - krzyknął sędzia.
- Ale to prawda! To David jest zakłamanym szują!
- SPOKÓJ!!! - ryknął.
Lili z oburzeniem usiadła na swoim miejscu. I tak miała szczęście, że nie wywalili jej z sali rozpraw.
David kontynuował swój monolog, a ja coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że mam ostro przesrane i chyba zaraz zemdleję lub zwymiotuję.
Zacząłem rozmyślać o Uberze. Ciekawe co teraz robił. Czy znalazł już sobie nowego chłopaka?
Żałowałem, że go tak długo okłamywałem. To nie miało sensu tak szczerze powiedziawszy. A mimo to, po prostu bałem się, że jeżeli wyjawię mu kim jest dla mnie Hinta, to on będzie chciał się z nim przeze mnie spotkać.
Byłem żałosny, to trzeba przyznać. Sam to wiedziałem. Kompletny kretyn, który ślepo wierzył swojemu eks, choremu psychicznie Davidowi. Kto by był na tyle pojebany, aby znowu wejść do tej samej rzeki?
Tylko i wyłącznie ja.
***
Po tym jak mój przyszywany brat nie wytrzymał i zaczął wrzeszczeć na Davida, sędzia zarządził piętnastominutową przerwę, aby wszyscy ochłonęli. Wyszedłem z sali z wielką ulgą wymalowaną na twarzy. Zanim ktoś zdołał mnie zatrzymać, pobiegłem do męskiej toalety na pierwszy piętrze. Wpadłem do jednej z wygodnych kabin i zamknąłem się na zamek.
Usiadłem na zamkniętym sedesie i schowałem twarz w dłonie. Za dużo. Za dużo emocji jak na jeden dzień w tak krótkim czasie. Cholera. Głowa zaczynała mnie boleć.
Chciałem znaleźć się w ramionach Ubera. Chciałem, by mnie przytulił i zapewnił, że jestem dla niego ważny.
Ale to tylko moje marzenia. Wiadome było, że Uber wyjechał do Colorado i już nie wróci dla mojego (kolejnego szczerze mówiąc) kaprysu.
Na początku naszej znajomości byłem nim zirytowany. Szczególnie jego zachowaniem. Ale z czasem zacząłem się do niego przekonywać, chociaż nie chciałem. TO było coś, na co nie miałem wpływu. Okazało się to zgubne, bo tylko zniszczyłem nam obydwojgu życie. Przez moje cholerne kaprysy, on się pogubił, ja też. Szczególnie z tą sprawą z Hintą.
Co lubiłem, a raczej kochałem w Uberze?
Najbardziej te jego przekonania i to jak się starał. To, jak strzelał fochy, rumienił się czasem zakłopotany i śmiał się z moich nieudanych kawałów. Mimo, że nie musiał, pobił z kumplami Davida, przez co wylądował w więzieniu. A to wszystko dla mnie.
Nigdy nie zapomnę jego wściekłego spojrzenia i oszołomionego wyrazu twarzy, gdy wykrzyknąłem, że Hinta to mój brat. Miał prawo być na mnie zły. Tylko nie rozumiałem, czemu wyjechał bez słowa. Czemu chociaż nie przyszedł do mnie, by zwyzywać. Sama jego obecność by mnie ucieszyła.
- Matt, jesteś tu?
Podniosłem się i wyszedłem z kabiny. Hinta ze zmartwioną miną do mnie podszedł i mocno przytulił.
- Dobrze się czujesz?
- A jak myślisz? - odparłem sarkastycznie.
- Matt, przestań...
- Przepraszam - westchnąłem. - Po prostu chcę już jechać do domu. Chcę mieć to za sobą.
Mój przyszywany brat pokiwał głową i poprawił mi czapkę na głowie. Potem poklepał po policzku. Ciągle patrzył na mnie jakbym miał zaraz zemdleć lub umrzeć.
- Nie musisz się o mnie martwić - powiedziałem.
- Muszę. Chcę. I będę - odparł ostro. - Jesteś moim braciszkiem. Zawsze będę się o ciebie martwił, mały.
- Nie jestem mały - powiedziałem ze słabym uśmiechem.
- Oczywiście, że jesteś - zaśmiał się.
Przytulił mnie, a potem wyszliśmy z męskiej toalety. Poszliśmy na górę. Dotarliśmy na miejsce akurat w momencie, gdy byliśmy proszeni o wejście.

________________________________
Gome, że tak krótko, ale w końcu się przełamałam i napisałam. Nie mam pojęcia czy jest dobre, czy złe. Jak dla mnie, raczej to drugie -_-